Kiedy hormony zaczęły działać, oczywiście zaczęły się naturalne wątpliwości¶
Na wstępie - nie bójcie się. Jeśli wiecie, że chcecie przerwać ciążę - zróbcie to. To Wasz wybór i Wasze ciało.
Moja historia to taka, jakich wiele. Miewam lekko nieregularne miesiączki, więc pierwsze 3 dni spóźnienia jeszcze nie zapaliły czerwonej lampki, przecież czułam się jak zazwyczaj przed miesiączką - "na pewno będzie". Ale kolejne dni zaczęły już martwić, zrobiłam test, bam, pozytywny. Dla pewności zrobiłam jeszcze 2 kolejne - nie było wątpliwości.
Od razu wiedziałam, że to nie jest ten czas (o ile mój na macierzyństwo kiedykolwiek nadejdzie, nigdy tego nie chciałam). Kiedy hormony zaczęły działać, oczywiście zaczęły się naturalne wątpliwości i poczucie winy, że zawaliłam, że powinnam się zmierzyć z konsekwencjami, że może nie powinnam przerywać... Ale na szczęście zdrowy rozsądek nadal mówił - "wiesz, że to nie Twoja droga, że nigdy tego nie chciałaś, poza tym przecież paliłaś, leczysz się m.in. na depresję, naprawdę chcesz rodzić potencjalnie chore dziecko?"...
Podjęłam decyzję. Zgłosiłam się do WHW, w ciągu tygodnia tabletki były już u mnie. Codziennie studiowałam instrukcje, czytałam też Wasze historie tutaj. Czułam się bezpiecznie, świadomie czego się spodziewać, nie mogłam się doczekać tego dnia i powrotu do normalności.
Aborcji dokonałam 2 dni temu, był to około 5. tydzień ciąży.
Pomyślałam, że opiszę możliwie dokładnie sam przebieg aborcji - mi najbardziej pomogły takie historie, miałam świadomość jak to może wyglądać.
- Po Mifepristone nie czułam nic.
- Po przyjęciu Misoprostolu, dosłownie 10 minut po rozpuszczeniu się tabletek w jamie ustnej - bieg do toalety, biegunka. Z łazienki wróciłam pół przytomna, miałam dreszcze, zimne poty, bardzo kręciło mi się w głowie. Wtedy się przestraszyłam, na szczęście miałam moje ukochane wsparcie cały czas przy mnie, pomógł mi się uspokoić. Za chwilę przyszły silne skurcze, mi pomógł Ketonal 100.
- Zimne poty, odrętwienie ciała i silne zawroty głowy potrwały dosłownie 30-40 minut.
- Po około godzinie od rozpuszczenia się tabletek rozpoczęło się mocne krwawienie, a tak naprawdę wydalanie tkanki ciążowej - duże skrzepy, udało mi się nawet zaobserwować tę małą, galaretowatą/gąbczastą, lekko przezroczystą tkankę.
- Ta główna "akcja" potrwała około 2-3 godziny. Potem czułam się jak przy bolesnej miesiączce, tylko samo krwawienie było trochę inne - silniejsze, trochę inna konsystencja krwi, no i sporo skrzepów.
Dzień po przypominał ½ dzień miesiączki - zmęczenie, pobolewanie podbrzusza, ból piersi.
Dwa dni po krwawienie jest już lżejsze, poza tym czuję się właściwie normalnie.
Najważniejsze dla mnie było poczucie ogromnej ulgi, kiedy było po wszystkim; kiedy zobaczyłam na własne oczy, że tkanka ciążowa już nie jest we mnie. To był ten moment kiedy w końcu się uspokoiłam i uśmiechnęłam - wiedziałam, że już będzie dobrze.
Jestem przeogromnie wdzięczna za działania Organizacji, że nie jesteśmy same, że możemy decydować o sobie. Dziękuję.
Kimkolwiek jesteś, Osobo która jeszcze to czytasz - będzie dobrze. Nie jesteś samx.